//////

GDY SMUTNO

Jest jesień, najpierw była złota, teraz jest szara. Bezlistne gałęzie drzew nie są schronieniem dla ptaków. One już nie są takie radosne, ucichł ich śpiew, niekiedy w locie uderzają o szyby. „Czy to boli?” — zapytał Maciuś i potem sam sobie odpowiedział, wczuwając się w doznania ptaka. A przecież trzeba sobie poradzić z porą roku, w której tak szyb­ko zachodzi słońce, często pada deszcz, jest coraz zimniej. Ubywa nie tylko dnia, ale też energii i radości życia. Na szczęście nie do­tyczy to wszystkich dzieci, bo niektóre dobrze sobie radzą z jesien­nym smutkiem.Oto różne odpowiedzi dzieci na pytanie, jak by się mogły pocie­szyć w szary, jesienny dzień. Najpierw odpowiedzi dziewczynek.

NIECHĘĆ DO JEDZENIA

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja, kiedy niechęć dojedzenia wyni­ka z lęku przed życiem. Ale taki psychologiczny mechanizm, w któ­rym rołę odgrywają także czynniki biologiczne oraz społeczno-kultu­rowe, występuje na ogół dopiero w okresie dojrzewania i może wtedy prowadzić do patologicznej formy zaburzenia odżywiania, jaką jest anoreksja, czyli psychiczny jadłowstręt. Formą przeciwną jest bu­limia, czyli psychiczna żarłoczność. Formy te mogą występować na­przemiennie u tej samej osoby. Każda z nich wymaga specjalistycz­nej terapii, może bowiem być zagrożeniem dla życia. Natomiast co do niejadków, w tym dziwojadków, to najskutecz­niejsze jest niepoświęcanie nadmiernej uwagi ich pomysłom. Twórz­my spokojną i rzeczową, ale też miłą atmosferę podczas jedzenia, nieraz zaprośmy do towarzystwa przy stole inne dziecko, nieraz za­stosujmy „pozytywne wzmocnienie”, jeżeli samodzielnie i ładnie ja­dło. I pamiętajmy o tym, żeby dziecko miało dużo ruchu na świe­żym powietrzu.Bywa i tak, że dla uniknięcia emocjonalnego napięcia należy ustąpić i razem z dziwojadkiem na przykład zjeść kolację pod sto­łem. Może z niego wyrośnie taki wspaniały człowiek jak Stanisław Lem?

STRAJK POKARMOWY

Pamiętaj­my przy tym, że im dziecko jest inteligentniejsze, tym bardziej wy­rafinowane mogą być jego metody manipulowania rodzicami. W re­zultacie dziecko panuje nad rodzicami, a nie oni nad nim. Jednak niekiedy mamy do czynienia ze „strajkiem pokarmowym”, który jest wołaniem o uwagę, o czas poświęcany dziecku, o miłość. Tak bywa u dzieci oddanych do domu dziecka, u dzieci zaniedbywa­nych, uczuciowo odrzuconych. Niekiedy tę formę protestu przyjmują dzieci rodziców rozwodzących się. Krótkotrwałym strajkiem pokar­mowym może też być protest związany z wejściem w rolę przedszko­laka. Dotyczy to szczególnie jedynaków, bowiem z pozycji króla sta­ją się Jednym z wielu”. Trzeba być psychicznie silnym, żeby dobrze znieść taką detronizację.

JEDZENIE NIE NA PRZYMUS

  1. Przy karmieniu dziecka istnieje nastawienie, że dziec­ko musi jeść. A powinno być tak: dziecko może jeść, jedzenie to coś przyjemnego, a nie przymus. Poza tym najczęściej to rodzice chcą de­cydować, co dziecko ma jeść. A ono ma prawo coś lubić, a czegoś nie lubić. Przy czym pouczenia, strofowanie co do zachowania się przy stole niejednokrotnie odbierają dziecku przyjemność jedzenia. Pocieszające jest to, że niejadki są zazwyczaj zdrowe i przybie­rają na wadze. W wypadku przeciwnym oczywiście niezbędna jest wizyta u pediatry. Także wówczas, kiedy dziecko powstrzymuje sto­lec. Natomiast najczęstszą przyczyną występujących trudności jest nadmierna troska rodziców. I to ona może doprowadzić dziecko do przyjęcia rołi niejadka, jeżeli jest to dla niego korzystne. 

PRZYCZYNY ZACHOWAŃ

Zarówno jadki, jak też niejadki różnią się pod względem czasu przeżuwania i połykania pokarmu. Znam chłopca, który każdy nie- płynny kawałek pokarmu nakłuwał widelcem, rozważał, co to może być, a kilka godzin po posiłku miał w buzi jego resztki. Jakie mogą być przyczyny takich zachowań, odbiegających od zwyczajowo przyjętego sposobu przyjmowania pokarmu? Najczęst­szą przyczyną jest to, że rodzice nie wierzą w naturalność apetytu, w to, że już niemowlę jest osobą z indywidualnymi potrzebami. Nie uwzględniają też tego, że apetyt dziecka waha się nie tylko w za­leżności od stanu jego zdrowia, ale także zależnie od samopoczucia od pogody.

PRZECIWNE PRZYPADKI

Dziwojadki bywają naprawdę przedziwne, a nieraz zabawne. Kiedyś byłam świadkiem, jak ojciec trzymał dziecko nad włączoną pralką „Frania”, stopki malucha pieściła wirująca woda, a mama łyżką wkładała pokarm prosto do buzi. Nie uwierzyłabym, gdybym tego sama nie widziała. Natomiast puf-puf, czyli łyżka będąca pociągiem wjeżdżającym do buzi — to wcale nierzadki widok. Niekiedy jest to samolocik. Na­tomiast samochody za oknem służą najczęściej do odwrócenia uwa­gi dziecka i tylko sporadycznie „wjeżdżają do tunelu”. Wcale nie tak rzadko dziwojadki, podobnie jak mały Stasio Lem, jedzą pod stołem lub siedząc na podłodze. Są takie dzieci, które każ­dy pokarm chcą brać do rączki, albo chcą jeść tak jak piesek. Mó­wiono mi też o chłopcu, który w czasie jedzenia nakładał sobie na głowę garnek i na zmianę: to jadł, to bębnił łyżką.

NIEJADKI SYTUACYJNE

Są też „niejadki sytuacyjne”, które nie chcą jeść tylko w pew­nych okolicznościach, najczęściej są to sytuacje dla nich nowe. Do tej kategorii należą dzieci, które nie chcą jeść w przedszkolu, a po­tem w domu „nadrabiają”. Czwarty rodzaj niejadków, przy tym najciekawszy, to „dziwojad­ki”. Są nimi dzieci, które jedzą tylko w przedziwnych sytuacjach. Jednym z takich dzieci był Stanisław Lem, który w swojej autobio­grafii (Wysoki zamek) tak pisze: „Jadać godziłem się, kiedy ojciec stojąc, na przemian otwierał i zamykał parasol (albo znów karmić mnie było można tylko pod stołem)…” 

DZIWOJADKI

Im większy wybór pokarmów, tym więcej jest niejadków” żaliła się wychowawczyni w przedszkolu. Istotnie, można odnieść wrażenie, że liczba dzieci mających takie bądź inne problemy po­karmowe wciąż wzrasta. Z tym, że istnieją różne kategorie niejad­ków, bo także pod tym względem dzieci bywają różne.Mamy więc „niejadki globalne”, czyli dzieci niechętnie i mało je­dzące, przy czym można odnieść wrażenie, że brak im łaknienia. Do stołu siadają z ociąganiem, niektóre jedzą tylko wtedy, kiedy są karmione.Częściej mamy „niejadki wybiórcze”, i są to dzieci, które nie jedzą tylko pewnych pokarmów, natomiast z apetytem sięgają po inne.

BY NIE ROZCZAROWAĆ RODZICÓW

  1. Zawsze też pamiętajmy, że dziecko może okłamywać rodzi­ców, bo nie chce ich rozczarować. Wówczas w pewnym sensie jest to kłamstwo z miłości.Zdarzają się również takie nieprawdy, niemające nic wspólnego z kłamstwem, kiedy dziecko wrażliwe i o dużej wyobraźni dostrze­ga coś, czego inni nie widzą. To, co nierealne, jest dla niego realne. Niekiedy to, o czym śniło w nocy, na jawie wciąż trwa. Albo w nie­zwykłym miejscu wyobraźnia dziecka pobudza zmysły i dziecko wi­dzi i słyszy to, czego nie ma. Pięknym tego przykładem może być wiersz Johanna Wolfganga Goethego pt. Król olch. Przypomnę jego ostatni fragment w tłumaczeniu Wisławy Szymborskiej:Czy słyszysz mój ojcze, ten głos w gęstwie drzew? To król mnie wabi, to jego śpiew.To wiatr, mój synku, to wiatru głos,Szeleści olcha i szumi wrzos.

ŚCIEMNIANIE STARSZYCH DZIECI

Starsze dzieci potrafią „ściemniać” w bardziej wyszukany sposób. Na przykład Olek, który dokonał z kolegą zamiany: dał mu swoją czapkę z daszkiem, a otrzymał komplet fotografii piłkarzy, opowia­dał, jak to na ulicy jacyś chuligani zerwali mu czapkę z głowy. I zo­stał przez mamę nagrodzony, że nie wdał się w bójkę. Inny charakter mają kłamstwa nastolatków. Ich nieprawdziwe relacje są często sposobem zwrócenia na siebie uwagi, służą wymu­szeniu zgody rodziców, mogą być obroną przed krytyką i zakazami. Nastolatki są pod dużym wpływem rówieśników, mogą więc kłamać pod ich namową. Często kłamstwa nastolatków tkwią w wyjaśnianiu przyczyny późniejszego powrotu do domu. Bo co tu powiedzieć? Ze trudno było się rozstać? Albo że koledzy by wyśmiali?